Zaduszki



Zapisane karty żywieckiej historii. Każdy grób jest inną opowieścią, której bohaterowie tworzą dzieje miasta.

Tegoroczne zaduszki zacznę od fotografów.
Antoni Matlakiewicz 1912-2003
W atelier pana Matlakiewicza był duży aparat z czarną zasłoną. Zanim zrobił zdjęcie - zakładał kasetę, potem wskazywał gdzie patrzyć "proszę się nie ruszać" - miał niski, poważny głos.
Trzy dni potem odbierało się zdjęcia - w niebiesko-zielonej kopercie.
W zakładzie pana Matlakiewicza było magicznie i mistycznie.




Wilhelm Brasse  1917-2012
"Portrecista"  - film obowiązkowy.
Zawodu fotografa uczył się w Foto-Korekt w Katowicach pod okiem ciotki. Po wybuchu II wojny Światowej odmówił podpisania volkslisty, próbował dostać się do polskiego wojska. Ostatecznie jednak został aresztowany i  w roku trafił do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu jako więzień nr 3444. Jego zadaniem było prowadzenie obozowej dokumentacji. Po wojnie próbował wrócić do zawodu fotografa, ale traumatyczne przeżycia w obozie nie pozwoliły mu na to. Odłożył aparat i już nigdy więcej nie fotografował.
Do śmierci mieszkał w Żywcu, przez wiele lat nie dzieląc się z nikim swoimi dramatycznymi przeżyciami wojennymi.





Wędrując dalej dochodzimy do Babci Zosi.
Zofia Cimała 1919 - 1982
Los rzucił Zosię do Żywca. Józek, mąż Zosi oddelegowany do Żywieckiej Fabryki Śrub, spakował dobytek i razem z dziećmi opuścili Komorowice. Nie zmieściły się piękne, białe meble do małego mieszkania służbowego przy Śrubiarni. Zosia ocierała łzy spływające po policzkach, kiedy mężczyźni bezlitośnie rąbali jej sprzęty, przypominające dobre czasy. Czy była w Żywcu szczęśliwa? Nie poukładało jej się życie pomyślnie, ale dzieci zawsze mocno ją kochały. Adaś ciężko pracował na dom, Danusia była pociechą i radością.
Zosia była dokładnie osobą o której śpiewa  Jaromir Nohawica w piosence "Tesinska". Do Komorowic zjechała z rejonów Karviny, gdzie się urodziła i wychowała i gdzie urodził się jej pierwszy syn Adam.
"Mluvila by polsky a trochu česky
pár slov německy a smála by se hezky
jednou za sto let zázrak se koná
zázrak se koná"
 Tesinska

W starym pamiętniku Babci Zosi jest wiele wpisów, podpisów, dobrych życzeń, miłych słów... polskich, czeskich, niemieckich...







......
Pod starym cyprysem jest mały grób. "HOMO HOMINI - tak go nazywamy. Dziś nie ma tam już napisu, który zamówił u kamieniarza Tadek, kiedy pracował na cmentarzu.
Jego ojciec był kierownikiem cmentarza, więc Tadek czasem go zastępował, czasem pomagał, czasem dorabiał sobie.
Historia tego grobu jest dość ponura. Poprzestanę na tym, że zaczęło się od tego, iż pewnego dnia na cmentarzu zjawił się człowiek ze szczątkami w worku. Szczątki - najprawdopodobniej należały do radzieckiego żołnierza, który poległ gdzieś w okolicy i pochowany - może na szybko - spoczywał w ziemi, aż do chwili, kiedy rozpoczęła się budowa. Właściciel stwierdził, że był to radziecki żołnierz po klamrze pasa wojskowego z charakterystyczną gwiazdą. Nie przyjęto jednak nieszczęśnika na cmentarzu w Moszczanicy. No i tak ... borykając się z przeciwnościami i z ludzką nieczułością, trafiły kości biedaka w worze do rąk Tadka. Wyprosił młody człowiek o kawałek ziemi, kamieniarz zrobił proste obramowanie i kamienną tablicę dla żołnierza. HOMO HOMINI nakazał Tadek napisać na tablicy i spoczął wreszcie żołnierz spokojnie w żywieckiej ziemi.
Nie ma już tablicy, ale żyje pamięć o żołnierzu, który może nie chciał wyjeżdżać z domu, miał marzenia, może rodzinę, plany, które nie przewidywały wojskowej śmierci na obcej ziemi...

 
.....
Żołnierze.

Kilka jest na naszym cmentarzu miejsc upamiętniających poległych na frontach wojennych.



192 żołnierzom I wojny światowej - synom wielu narodów wcielonym do Armii Cesarstwa Austro-Węgierskiego tu spoczywającym ku wiecznej pamięci ....

Wojny są najgorszym z ludzkich wynalazków.

Antoni Płanik ps. "Lech", "Roman"
Był komendantem oddziału AK Ziemi Beskidzkiej. Pewnych życiorysów nie da opowiedzieć się w skrócie. Tak właśnie jest z biografią tego niezwykłego człowieka. Zapraszam do odszukania informacji o Antonim Płaniku choćby w czasopiśmie "Nad Sołą i Koszarawą".




 .....
Henryk Żywotko "Słoń" (chyba lubił tę swoją ksywkę, nadaną pewnie przez uczniów)
1929-2008
Nauczyciel, przyrodnik, malarz. Pochodził ze Lwowa i wszyscy, którzy mieli styczność z panem profesorem wiedzą, że lwowski "zaśpiew" był jego cechą charakterystyczną.
Spotykałam się z panem profesorem w LO, na lekcjach biologii. Miał dość oryginalny system oceniania ("czujną kropkę" można było otrzymać za przyniesienie fajnego kamyka, roślinki, czegoś... ciekawego. 5 "czujnych kropek" dawało piątkę. No i można było sobie na biologii łatwo podnosić średnią). Ciekawy to był człowiek. Rymował na każdym kroku, dla każdego miał chwilę, żeby porozmawiać, w zabawny sposób skomentować aktualną sytuację społeczno-polityczną.
Wiersze pana profesora można było kupić nawet od niego samego. Spacerował po ulicach i zachęcał przechodniów do zakupu.... Gdzieś w szafie mam chyba nawet taki tomik zakupiony na ulicy.
"Pan Żywotko je na słodko. Drożdżówkę proszę" - takie "Słoniowe" rymowanki można było usłyszeć zawsze.
Był także malarzem, a jego obrazy oglądać można było na wystawach m.in. w Muzeum żywieckim.
Opracował także ciekawy przewodnik dendrologiczny po naszym parku. Dzięki ręcznie narysowanej mapce udało nam się zlokalizować wiele okazów opisanych w małej książeczce z zieloną okładką.


.......
Odwiedzając grób Dziadka Józefa na Zabłociu, natrafiłam na kolejowy ślad historii naszego miasta. 
Henryk Tatara
1899-1971
Był naczelnikiem stacji kolejowej w Żywcu. Nie znalazłam więcej informacji na temat pana Tatary... może uda się natrafić na bardziej szczegółowy ślad.

 

 .....
Dziadek Józef
1913 - 1988
Wieloma ścieżkami prowadził dziadka los przez życie, by ostatecznie spocząć na cmentarzu na Zabłociu.
"Znałam go.To był taki wesoły człowiek. Zawsze uśmiechnięty" powiedziała nam dziś znajoma, którą spotkaliśmy przy grobie dziadka Józka.
Rozmaicie plotą się ludzkie dzieje....



......
Aby dopełnić opowieść o żywieckich cmentarzach pokarzę teraz najstarszy z nich - cmentarz przy kościele św. Marka. Właściwiej było by rzec, że są to smutne pozostałości cmentarza, który jest wiecznym domem wielu znamienitych Żywczan.













.....
Nie można także pominąć tego miejsca - żywiecki Kirkut na Zabłociu.


2 komentarze: